poniedziałek, 9 grudnia 2013

rozdział 3 - ucieczka i mała przeprowadzka.

-oczami Liama-
Obudziłem się o 10.00. Dzisiaj była szkoła ale już nie miałem po co do niej chodzić. Moja mała piękność była teraz tu. Ze mną. W łóżku. Chłopcy pewnie pojechali do szkoły ale gówno mnie to obchodziło. Zszedłem z łóżka i jeszcze dałem Alex buziaka w czoło. Ubrałem się w koszulke z Simsonami i dresy. W mieszkaniu było ciepło więc nie potrzegna mi była bluza. Gdy zszedłem na dół zrobiłem śniadanie i oglądałem telewizor. Gdy tak oglądałem telewizor wyrwały mnie z oglądania krzyki. Szybko zerwałem się z kanapy i pobiegłem w strone pokoju. Gdy byłem przy drzwiach usłyszałem.
-NIE!!!!!!!-szybko wleciałem do pokoju ale tam nikogo nie było. Moich adidasów i jej ubrań też nie było. Kurwa. Zobaczyłem otwarte okno. Wyjżałem przez nie ale nie zobaczyłem nic. Kurwa uciekła. Popamięta mnie.

-oczami Alex-
Obudziłam sie o 10.26 z ogromnym bólem głowy. Rozejżałam sie po pokoju i to nie był mój pokój. I wtedy sobie wszystko przypomniałam. Wydałam z siebie ogromny krzyk. Szybko zabrałam z krzesła moje ubrania i założyłam jakieś adidasy. Wyjżałam przez okno. Nie było aż tak wysoko. Wyżuciłam ubrania przez okno i wtedy usłyszałam kroki. Nagle starciłam równowage i spadłam. 
-NIE!!!!!!!!- krzyknęłam i po chwili leżałam na trawie. Szybko się pozbierałam i ukryłam się za domem żeby mnie nie zauważył. Wyjżał za okno i zamkną je, a ja udałam się w pogoń. Wiedziałam gdzie jestem mieszkałam kiedyś na tej dzielnicy ale wyprowadziłam się z powodu gwałtu mojej koleżanki. Biegłam ile sił w nogach do domu. Jeszcze tylko kilka ulic. Dam sobie rade.-Myślałam. Jest widze mój dom. Przyspieszyłam biegu. Nareszcie dotarłam. Otworzyłam drzwi trzęsącymi rękami i weszłam do środka. Gdy tam weszłam w salonie stał Liam z założonymi rękami.
-Hej Przerażona.-uśmiechną się do mnie. Wszystko do mnie dotarło. To on mnie porwał. To w jego koszulce jestem. TO.  ON.  JEST.  NIEZNANY  NIKOMU!!! 
-Nie waż się krzyczeć bo nie ręcze za siebie. - i właśnie po tych słowach zaczęłam krzyczeć. Nagle poczułam ból i pieczenie policzka.
 - Ostrzegałem.-powiedział spokojnie, a ja zaczęłam płakać. Osunęłam się po ścianie i tak płakałam, a on stał tam i patrzył się na mnie. Nie mogłam w to uwieżyć. Ze spokojnego, miłego Liama, który jeszcze wczoraj pocieszał mnie i mówił, że mam jego, zrobił się perfidny drań, który mnie porwał i teraz patrzy jak płaczę.
-Dlaczego?- zapytałam szeptem.
-Nie wiem. Tak po prostu.-odpowiedział i podszedł do mnie.-A teraz pójdziesz na góre spakujesz pare ubrań i bielizne, a potem pójdzimy do mnie. Do mojego domu nie do chłopaków. Dobrze?-zapytał miłym głosem.
-Dobrze ale jeżeli powiesz mi dlaczego akórat ja.-powiedziałam
-Zgoda Urocza.-powiedział i puścił mi oczko, a ja podniosłam się i poszłam na góre spakować kilka rzeczy. Zeszłam na dół z torbą podróżną w ręku, a on wystawił do mnie ręke. Z wahaniem ją chwyciłam bo wiedziałam, że jeżeli tego nie zrobie nie skończy się tylko na spoliczkowaniu. Szliśmy po cichu do jego samochodu. Całą droge siedzieliśmy cicho. Dla mnie to było jak najbardziej komfortowe. Po chwili usnęłam.

-oczami Liama-
Uderzyłem ją. Nie chciałem tego zrobić. To był odruch. Siedziała i płakała, a ja po prostu patrzyłem. Stałem i patrzyłem. Zachowałem się jak dupek. Po chwili gdy wstała poszła do swojego pokoju i przyszła do mnie z torbąw ręce. Weszliśmy do samochodu. Jechaliśmy w ciszy. Po chwili zasnęła. Dojechaliśmy do domu. Wziąłem ją na ręce i wniosłem do domu jak panne młodą. Położyłem ją w sypialni a torbę włożyłem do szafy. Gdy ona spała ja patrzyłem na nią i zastanawiałem się nad jej pytaniem. Dlaczego akurat ona? Nie wiem. Może dlatego, ze była taka inna. Nie. Nie pozwole jej skrzywdzić. Zapewnie jej ochrone. Przy mnie będzie bezpieczna. Już nie miałem siły nad tym wszystkim myśleć po prostu położyłem się i obserwowałem ją. Spała tak spokojnie. Po chwili obudziła się i przetarła oczy rękami po czym się przeciągnęła i obróciła się do mnie przodem. Gdy mnie zobaczyła podskoczyła i sturlała na podłogę. Wydałem z siebie chichot.
-Ała-mrugnęła, a ja po prostu nie wytrzymałem i wybuchnąłem śmiechem.
-Nic ci nie jest?-zapytałem jak już się usokoiłem. Usłyszałem jej chichot, a potem pełny śmiech. -Z czego się śmiejesz??- zapytałem a po chwili zanalazłem się nad nią. Popatrzałem w jej tęczówki po czym musnąłem jej usta. Widząc, że nie stawia oporów wpiłem się w jej wargi. Całowaliśmy się coraz zachłanniej ale mi to nie wystarczało. Zaczołem całować jej szyje, obojczyk, dekold. Po chwili odepchnęła mnie i popatrzyła na mnie szeroko otwartymi oczami. Gdy próbowałem pocałować ją ponownie, ona odepchnęła mnie, wstała i poszła do kąta. Siedziała tam skulona. Było mi jej tak bardzo żal.
-Alex. Słoneczko co się stało? Co ci jest?-zapytałem delikatnie.
-Nic. Po prostu się boje.-odpowiedziała.
-Ale czego? Kogo?
-Ciebie Liam. To ciebie się boje.-te słowa zabolały mnie bardziej niż dźgnięcie nożem.
-Kochanie nie musisz się mnie bać. Ja nie chce cię skrzywdzić, chce cię chronić.
-Tak to uderzyłeś mnie aby mnie chronić?!-zapytała już wyższym tonem.
-Alex prosze nie tym tonem.-powiedziałem spokojnie
-Przepraszam po prostu jestem bardzo wybuchowa.
-Rozumiem.
-Więc odpowiesz ma moje pytanie?-zapytała
-Na które?
-Na oba. Po kolei.
-Dobrze, więc ja naprawde nie wiem dlaczego wypadło na ciebie. Najpierw chcialiśmy cię wziąść dla okupu ale dla mnie to teraz już nie chodzi tylko o okup. Mam gdzieś w sobie taki czujnik odpowiadający za to abyś była bezpieczna. Nie wiem czemu cię uderzyłem i nic nie usprawiedliwi mojego zachowania. Tylko prosze, błagam nie bój się mnie.-spojżałem w jej oczy i zobaczyłem tam dekoncentracje.

-oczami Alex-
Dobrze usłyszałam. On chce mnie chronić.
-Ale Liam ja nie rozumiem?
-Zależy mi na tobie. Zapłace za ciebie okup i pomoge ci, tylko po to żebyś była bezpieczna.
-Zgoda. Mam rozumieć, że mogę ci ufać?
-Masz, a nawet musisz.-powiedział po czym mnie przytulił.-Co chesz robić?-zapytał
-Szczerze to nic. Najlepiej by było żebym się jeszcze położyła bo masz strasznie twardą podłoge.
-HAHAHA-zaczą się śmiać i ja po chwili razem z nim.-Dobra to mykaj do łóżka-powiedział.
-Nie no co ty. Musze jeszcze makijaż zmyć i włosy rozczesać.-powiedziałam.
-OK. To bierz rzeczy i idziemy do łazięki.
-O nie nie. JA ide do łazięki.
-Ej no przeciesz nie będziesz naga więc moge iść z tobą.-powiedział
-Grrrr. Zgoda tylko rączki przy sobie.-powiedziałam, a no podniósł ręce do góry w geście obronnym. Wzięłam zmywacz no makijażu i szczotkę do włosów po czym poszliśmy do łązięki. Liam usiadł na wannie, a ja zmywałam makijaż. Gdy już cały zmyłam cały makijaż przyszedł czas na włosy. Rozczesywałam je bardzo powoli i dokładnie. W końcu się się wkurwiłam i rzuciłam szczotką trafiając nią akurat stojącego Liama w jaja.
-Boże...zanokałtowałaś.....mnie....-próbował mówić trzymając się za obolałe miejsce.
-Bardzo boli?-zapytałam, a on pokiwał głową na TAK.-przynieść ci lód albo coś dla ciebie zrobić?
-Możesz pomasować.-zaproponował, a mi zrzedła mina.
-Liam nie uważam żeby...- i moje przerwał moje zdanie przylegając do mnie ustami, a w międzyczasie położył sobie moją dłon na swojego penisa. Postanowiłam zrobić tak jak chciał bo to w końcu moja wina i mojej przeklętej szczotki z ćwiekami. Masowałam go poprzez dresy. Mrukną nie przerywając pocałunku kiedy ścisnęłam mocniej. W końcu oderwaliśmy się od siebie, a moja ręka została wolna.
-No dziękuje za masarz. Już mnie mniej boli.-powiedział z uśmiechem
-Hahaha, ale to było zabawne. Uśmiałam sę do łez.-powiedziałam z sarkazmem, a on jeszcze raz posłał mi uśmiech, który odesłałam. Nie było sensu już rozczesywać włosów bo co by było jakbym trafiła go jeszcze raz? Mógłby tego nie przeżyć. Z takimi rozczochranymi włosami położyłam się na łóżku. Gdy zasypiałam poczułam ciepłe ręce na mojej tali przysuwające mnie do siebie. Mruknęłam cicho, a w odpowiedzi dostałam tyko "śpij spokojnie to tylko ja". Po tych słowach zasnęłam.



---------------------------------------------------------
----------------------__________________________________________________________________

 Noi mamy. Nareszcie napisałam chociasz mi się wcale nie chciało/Alex

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz